Archiwum 23 kwietnia 2014


kwi 23 2014 Spokój
Komentarze: 0

 Znowu dla mnie' lepiej! ach Boże! i pani tak myśli naprawdę? Lecz jeśli beznadziejna miłość jest cierpieniem — to ja chcę cierpieć! Wolę tu cierpieć patrząc na panią, niźli tam ginąć w osamotnieniu.. Czyż pani nie pojmuje, że to uczucie uszlachetnia mię, podnosi, że w jeden dzień daje mi przezywać więcej wrażeń, niż poprzednie obojętne lata cale... że każe mi odsuwać siej ze wstrętem od wszelkich mętów życia... A pani tę jasną, wysoką, cudną gwiazdę "chce zagasić — i po co? abym nie cierpiał? przez tchórzostwo? Nie! wolę wybrać ból żywy, co mnie oczyszcza, niż ów kamienny ból odrętwiałości, powrotu do szarych, płaskich, powszednich warunków bytu. Teraz ja żyję tylko myślą, kiedy panią uwidzę: — usłyszę... To mie pochłania całego! Co będzie jeśli mi tego zabraknie?

— Rozumujmy spokojnie. Pana unosi egzaltacya...
Wysokie konary dębów ogarniają ich swym cieniem i szumem. Leśne dzwonki podnoszą ciekawe kielichy przeświecające grą promieni słonecznych, rumienią się koniczyny, fijołki spoglądają poważnie rzewnemi, łez pełnemi oczyma, smukłe konwalie pochylają rozmarzone, śnieżyste czary, tchnąć wonią dumnej, nieprzystępnej niewinności, śmieją się purpurowymi usty płomienne dzikie goździki, w cienistych wądołach kryją się w melancholijnej zadumie niezapominajki, spuszczając nieutulone w żalu, modre źrenice. Z parowów, gąszczów, jarów, bije bujna, wezbrana siła, tryumfująca pieśń przyrody, hejnał rozkoszy i szczęścia.
notebook : :